- Mamo, a wiesz, że kosmos nie ma końca? Wiesz, że świat też nie ma końca?
- Naprawdę? Skąd o tym wiesz?
- Tak mówił Piaskowy Wilk…
--
Dzień się kończy, długi dzień. Gospodarcza sobota. Niby wszystko było ok, wszyscy w dobrych humorach i żadnych nabitych guzów, żadnych nietrafionych posiłków, nie za mało bajek, żadnych żądań rzeczy, których akurat nie ma w domu. Tylko uśmiechy i zabawa. No sielanka.
A jednak dziewięć godzin nieustających dziecięcych pokrzykiwań, szczebiotów, wołań „mamuniu, zobacz, mamuniu, zapal światło, mamuniu choć, mamuniu to i tamto”, dziewięć godzin w towarzystwie dźwięków a to plastikowego młotka, a to piłki, a to powarkiwań atakującego tygrysa, łomotu hulajnogi, setny raz tego dnia walącej w kanapę przy hamowaniu, tu coś upadło, tam słychać niewyłączony od pół godziny helikopter, chociaż nikt się nim już nie bawi. I ten klocek, na który znów nadepnęłam, bo przecież najlepiej buduje się siedząc w cieniu maminych nóg, i pudło o które sią potknęłam drugi już raz, dziecięce majtku rzucone na środku łazienki. A w międzyczasie gotowanie, pranie, sprzątanie, sobotnia codzienność. W takie dni gdzieś w środku potrafi narastać nieuświadomiona cicha irytacja, wywołana zmęczeniem, zbyt dużą ilością dźwięków i bodźców. Irytacja, która potrafi czasami wybuchnąć przy tak drobnej sprawie, że wszyscy wokół patrzą na mnie zszokowani reakcją godną Wezuwiusza.
- Mamusiu, wystraszyłem się… - słyszę wtedy zazwyczaj – wystraszyłem się twojego głosu i tego krzyku.
Ech…
Ja sama też patrzę na siebie ze zdziwieniem, a jednocześnie wiem, że nie umiem w tej chwili być inna, nie umiem być racjonalna, że już mam dzisiaj za dużo wszystkiego i jedyne czego mi potrzeba teraz, to zrozumienie od otoczenia. Zrozumienia, że to tylko chwilowa niedyspozycja, zdenerwowanie, zły humor, który minie, gdy w końcu odpocznę.
Tak, tak, my dorośli też tam mamy, nie tylko dzieci. Chce pamiętać o tym zawsze: w sklepie, gdy odmowa kupienia żelków spotyka się z krzykiem w pełnej skali, w samochodzie, gdy do domu jest jeszcze 5 minut, ale okazuje się, że to o wiele za daleko i nieeee! nie wytrzymam tyle!! o poranku, w który zaspałam do pracy, ale i tak trzeba dokończyć budowę garażu, po urodzinach kolegi z przedszkola, kiedy w domu świat nagle stracił wszystkie urodzinowe barwy i nic, ale to nic nie jest ciekawe, fajne, miłe, po całym dniu w przedszkolu nasyconym samodzielnością, gdy nagle okazuje się, że znów mam w domu niemowlaka, którego trzeba przebrać, nakarmić, zanieść tu i tam, i mogłabym tak jeszcze przez kilka stron.
Chcę pamiętać, że każdy, KAŻDY! ( nawet, a właściwie tym bardziej 2-3-4 latek ), potrzebuje zrozumienia, kiedy ma już tak dość, że nie umie się opanować, kiedy opanowywać się wcale nie chce. Kiedy chce tupnąć, krzyknąć, trzasnąć drzwiami. Chcę pamiętać o tym, że dzień pełen radości z wizyty na basenie i emocji z wizyty ulubionej cioci to jak wizyta na siłowni, a potem dobra impreza z przyjaciółmi. Wieczorem marzymy, żeby to ktoś inny pozmywał naczynia, zrobił gorącej herbaty i najlepiej jeszcze zaniósł nas do łóżka. Chcę pamiętać, że dzień w przedszkolu to jak dzień na bardzo wyczerpującym szkoleniu, dużo nowości, dużo emocji, dużo samodzielnej, często kreatywnej pracy. Ręka do góry kto po ośmiogodzinnym szkoleniu lub pracy nie marzył o tym aby do domu pojechać taksówką zamiast swoim samochodem, kto nie marzył o tym by jutro była sobota, i kto wieczorem miał jeszcze siłę aby sprzątać z chęcią i uśmiechem swój pokój i to od razu gdy nas ktoś o to poprosi. Chcę pamiętać o tym kiedy wieczorem nie mogę dojść do komody z dziecięcymi ubraniami, bez rozgarniania na boki rozsypanych zabawek.
Lubię odpuszczać sobie… sprzątanie, gotowanie, składanie prania. Na rzecz dobrego filmu czy książki, odpoczynku, wieczornych rozmów z mężem. Lubię odpuszczać dziecku… sprzątanie, mycie głowy, odniesienie talerza do zlewu. Na rzecz wspólnej zabawy, bałaganienia, wycinania, budowania z klocków, czy zwyczajnego przewalania się na łóżku ze śmiechem, łaskotkami, mnóstwem wilgotnych całusów i uścisków do braku tchu.
I tak sobie myślę, że strasznie dużo tracimy, kiedy nie potrafimy dać sobie i drugiej osobie tych dwóch cennych darów: zrozumienia dla trudnych emocji oraz odpuszczenia pewnych spraw. Jestem pewna, że za 10 lat, patrząc na mój wysprzątany dom, w którym już nie nadepnę na kawałek jabłka na podłodze, i w którym po każdym pokoju będę mogła poruszać się w ciemności, bez obawy, że wbije mi się w nogę śrubka od dziecięcego samochodu, będę wspominała z radością te chwile kiedy Adaś miał trzy lata, w zlewie piętrzyła się góra naczyń do pozmywania, dywan w sypialni domagał się odkurzania, dziecięcy pokój był ścieżką zdrowia, a my zamiast się tym przejmować cieszyliśmy się byciem razem, śmialiśmy się i turlaliśmy po łóżku, co chwilę powtarzając sobie jak bardzo jesteśmy dla siebie ważni.
Bo naczynia znów się pobrudzą, dywan zakurzy, kosz znów będzie pełen ubrań do prania, ale 3 lata dziecięce już nigdy więcej się nie powtórzą. Są rzeczy ważne i ważniejsze. I o tym też chcę pamiętać, kiedy stoję w łazience z gąbką do sprzątania w ręku, a moje dziecko woła: „Mamo! Pobawimy się w Psi patrol??!!” Zgadnijcie co zazwyczaj odpowiadam? :-D
- Naprawdę? Skąd o tym wiesz?
- Tak mówił Piaskowy Wilk…
--
Dzień się kończy, długi dzień. Gospodarcza sobota. Niby wszystko było ok, wszyscy w dobrych humorach i żadnych nabitych guzów, żadnych nietrafionych posiłków, nie za mało bajek, żadnych żądań rzeczy, których akurat nie ma w domu. Tylko uśmiechy i zabawa. No sielanka.
A jednak dziewięć godzin nieustających dziecięcych pokrzykiwań, szczebiotów, wołań „mamuniu, zobacz, mamuniu, zapal światło, mamuniu choć, mamuniu to i tamto”, dziewięć godzin w towarzystwie dźwięków a to plastikowego młotka, a to piłki, a to powarkiwań atakującego tygrysa, łomotu hulajnogi, setny raz tego dnia walącej w kanapę przy hamowaniu, tu coś upadło, tam słychać niewyłączony od pół godziny helikopter, chociaż nikt się nim już nie bawi. I ten klocek, na który znów nadepnęłam, bo przecież najlepiej buduje się siedząc w cieniu maminych nóg, i pudło o które sią potknęłam drugi już raz, dziecięce majtku rzucone na środku łazienki. A w międzyczasie gotowanie, pranie, sprzątanie, sobotnia codzienność. W takie dni gdzieś w środku potrafi narastać nieuświadomiona cicha irytacja, wywołana zmęczeniem, zbyt dużą ilością dźwięków i bodźców. Irytacja, która potrafi czasami wybuchnąć przy tak drobnej sprawie, że wszyscy wokół patrzą na mnie zszokowani reakcją godną Wezuwiusza.
- Mamusiu, wystraszyłem się… - słyszę wtedy zazwyczaj – wystraszyłem się twojego głosu i tego krzyku.
Ech…
Ja sama też patrzę na siebie ze zdziwieniem, a jednocześnie wiem, że nie umiem w tej chwili być inna, nie umiem być racjonalna, że już mam dzisiaj za dużo wszystkiego i jedyne czego mi potrzeba teraz, to zrozumienie od otoczenia. Zrozumienia, że to tylko chwilowa niedyspozycja, zdenerwowanie, zły humor, który minie, gdy w końcu odpocznę.
Tak, tak, my dorośli też tam mamy, nie tylko dzieci. Chce pamiętać o tym zawsze: w sklepie, gdy odmowa kupienia żelków spotyka się z krzykiem w pełnej skali, w samochodzie, gdy do domu jest jeszcze 5 minut, ale okazuje się, że to o wiele za daleko i nieeee! nie wytrzymam tyle!! o poranku, w który zaspałam do pracy, ale i tak trzeba dokończyć budowę garażu, po urodzinach kolegi z przedszkola, kiedy w domu świat nagle stracił wszystkie urodzinowe barwy i nic, ale to nic nie jest ciekawe, fajne, miłe, po całym dniu w przedszkolu nasyconym samodzielnością, gdy nagle okazuje się, że znów mam w domu niemowlaka, którego trzeba przebrać, nakarmić, zanieść tu i tam, i mogłabym tak jeszcze przez kilka stron.
Chcę pamiętać, że każdy, KAŻDY! ( nawet, a właściwie tym bardziej 2-3-4 latek ), potrzebuje zrozumienia, kiedy ma już tak dość, że nie umie się opanować, kiedy opanowywać się wcale nie chce. Kiedy chce tupnąć, krzyknąć, trzasnąć drzwiami. Chcę pamiętać o tym, że dzień pełen radości z wizyty na basenie i emocji z wizyty ulubionej cioci to jak wizyta na siłowni, a potem dobra impreza z przyjaciółmi. Wieczorem marzymy, żeby to ktoś inny pozmywał naczynia, zrobił gorącej herbaty i najlepiej jeszcze zaniósł nas do łóżka. Chcę pamiętać, że dzień w przedszkolu to jak dzień na bardzo wyczerpującym szkoleniu, dużo nowości, dużo emocji, dużo samodzielnej, często kreatywnej pracy. Ręka do góry kto po ośmiogodzinnym szkoleniu lub pracy nie marzył o tym aby do domu pojechać taksówką zamiast swoim samochodem, kto nie marzył o tym by jutro była sobota, i kto wieczorem miał jeszcze siłę aby sprzątać z chęcią i uśmiechem swój pokój i to od razu gdy nas ktoś o to poprosi. Chcę pamiętać o tym kiedy wieczorem nie mogę dojść do komody z dziecięcymi ubraniami, bez rozgarniania na boki rozsypanych zabawek.
Lubię odpuszczać sobie… sprzątanie, gotowanie, składanie prania. Na rzecz dobrego filmu czy książki, odpoczynku, wieczornych rozmów z mężem. Lubię odpuszczać dziecku… sprzątanie, mycie głowy, odniesienie talerza do zlewu. Na rzecz wspólnej zabawy, bałaganienia, wycinania, budowania z klocków, czy zwyczajnego przewalania się na łóżku ze śmiechem, łaskotkami, mnóstwem wilgotnych całusów i uścisków do braku tchu.
I tak sobie myślę, że strasznie dużo tracimy, kiedy nie potrafimy dać sobie i drugiej osobie tych dwóch cennych darów: zrozumienia dla trudnych emocji oraz odpuszczenia pewnych spraw. Jestem pewna, że za 10 lat, patrząc na mój wysprzątany dom, w którym już nie nadepnę na kawałek jabłka na podłodze, i w którym po każdym pokoju będę mogła poruszać się w ciemności, bez obawy, że wbije mi się w nogę śrubka od dziecięcego samochodu, będę wspominała z radością te chwile kiedy Adaś miał trzy lata, w zlewie piętrzyła się góra naczyń do pozmywania, dywan w sypialni domagał się odkurzania, dziecięcy pokój był ścieżką zdrowia, a my zamiast się tym przejmować cieszyliśmy się byciem razem, śmialiśmy się i turlaliśmy po łóżku, co chwilę powtarzając sobie jak bardzo jesteśmy dla siebie ważni.
Bo naczynia znów się pobrudzą, dywan zakurzy, kosz znów będzie pełen ubrań do prania, ale 3 lata dziecięce już nigdy więcej się nie powtórzą. Są rzeczy ważne i ważniejsze. I o tym też chcę pamiętać, kiedy stoję w łazience z gąbką do sprzątania w ręku, a moje dziecko woła: „Mamo! Pobawimy się w Psi patrol??!!” Zgadnijcie co zazwyczaj odpowiadam? :-D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz